niedziela, 9 września 2012

004.

-Chciał ją...?
-Wnioskując z jego wzroku to tak. - wypowiedział się Sasori spoglądając na mnie, stojącą przed kawiarnią.
   Gdy po nie miłym incydencie wszyscy zebraliśmy się na wyznaczonym placu okazało się, że córka Pani Akano uciekła z domu. Sasuke oraz Naruto wręcz nieśli ją na rękach. Ponoć uporczywie chciała wrócić do miejsca znalezienia. Westchnęłam cicho i spojrzałam na tłum ludzi przemieszczający się po chodniku. Błądziłam myślami po ciemnych zakamarkach miasta i wyobrażałam sobie twarz sprawcy całego zamieszania. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do kawiarni. Wszyscy moi znajomi siedzieli przy jednym stoliku, popijając wybrane przez siebie napoje.
-Sakura, na pewno niczego się nie napijesz? - pytanie Konan przyciągnęło na mnie uwagę innych.
Pokręciłam lekko głową i zrezygnowana usiadłam pomiędzy Sasorim a Hinatą. Wszyscy patrzeli na mnie jakby chcieli wyczytać moje wszelkie myśli. Głowa opadła mi na stolik powodując lekką wibrację postawionych na nim naczyń.
-Dobrze się czujesz? - usłyszałam obok siebie głos Hinaty.
-Nic mi nie jest... - powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
Może mężczyzna nie zrobił mi krzywdy fizycznie, ale psychicznie. Jego słowa wciąż chodziły mi po głowie: "Szef się ucieszy!", "Masz szczęście, dzisiaj masz szczęście.".
Miał zamiar mnie jeszcze spotkać? Jeśli mówił na serio... powinnam siedzieć teraz w domu i nie ruszać się z niego dopóki ten człowiek nie da mi spokoju. Poczułam czyjąś rękę oplatającą się wokół mojej talii. Spostrzegłam jej właściciela; Sasori patrzył na mnie z troską i współczuciem.
-Jesteśmy razem z tobą. Nic ci się nie stanie.
-Dzięki. - mruknęłam i podniosłam głowę.
Wszyscy zaczęli się nagle śmiać. Patrzyłam na nich zdezorientowana. O co chodzi? Itachi ledwo powstrzymał się od śmiechu i wskazał mi lustrzaną pokrywkę na jedzenie. Wzięłam ją do ręki i spojrzałam na swoje odbicie; na moim czole widniała czerwona odbitka nazwy kawiarni "Pod Rybą". Schyliłam się lekko, żeby zobaczyć co leżało pod moją głową. Na stole widniała w połowie rozłożona serwetka z czerwonym napisem.
-No ładnie... - mruknęłam i zaczęłam śmiać się z innymi.
Po chwili cała kawiarnia patrzyła się na naszą grupkę ze zdziwieniem.
    Przeczuwałam, że przy niech nie da się porozmawiać na poważny temat. Cóż, tym chyba charakteryzują się przyjaciele. Przyjaciele? Czy mogę ich już tak nazywać? Moje rozmyślania przerwał głos Konan.
-Dobra ludzie, chyba musimy się już zbierać. - popatrzyła za okna kawiarni, gdzie na niebie widniała już tylko połowa ognistej kuli.
-Są dwa auta więc rozdzielimy się tak aby mieć po drodze domy.
-To kto jedzie na lewą stronę miasta? - ja, Sasuke, Itachi oraz Deidara podnieśliśmy ręce - Świetnie! Wy jedziecie wozem Itachiego, a reszta do Sasoriego!
-Czuję, że mój samochód tego nie wytrzyma... - mruknął zażenowany czerwono włosy.
-Nie przesadzaj! Będzie fajnie! - Konan puściła mu perskie oczko - Ja, ty, Naruto, Hinata, Pein i Neji!
-Chyba o czymś zapomniałaś... - ta popatrzyła na niego zdezorientowana - Moje auto pomieści tylko 5 osób!
-Usiąde ci na kolanach. - pijący kawę Pein zakrztusił się płynem.
-Wybrałaś nie te kolana! - rozbawiona poklepałam dziewczynę po ramieniu.
Ta lekko zdziwiona obróciła się w moją stronę i zadała mi niema pytanie w stylu: "O co ci chodzi?". Ja przewróciłam oczami i skinęłam głową na biednego Peina. Dziewczyna nie zrozumiała mojego 'migowego' i dalej przeszywała mnie wzrokiem. Stojący za mną Sasuke wraz z Deidarą śmiali się po cichu, kryjąc za moimi plecami swoje twarze. Zażenowana jak i rozbawiona całą sytuacją, odwróciłam Konan w stronę Peina. Chyba zrozumiała mój przekaz, ponieważ zarumieniła się lekko i odwróciła wzrok, gdy ten na nią spojrzał.
-Najwyżej cię na dachu wezmę. - roześmiał się Sasori.
     Wszyscy wyszliśmy przed kawiarnię, gdzie rozdzieliliśmy się na dwie grupy.
-To do zobaczenia!
Podeszliśmy do samochodu Itachiego. Deidara wbiegł przede mnie i otworzył mi drzwi przed nosem.
-Jak mniemam pragnie Pani siedzieć z przodu?
Roześmiałam się donośnie i chwyciłam rękę blondyna.
-Cóż to za zmiana nastawienia?
-Jesteś kobietą... chyba. - dodał po chwili i wystawił język za co dostał kuksańca w bok.
Wsiadłam na przedni fotel, obok kierowcy. Z tyłu znajdowali się roześmiani Deidara oraz Sasuke.
-Itachi. - karooki spojrzał w lusterko - Mógłbyś mnie wysadzić obok sklepu? Ojciec prosił mnie o te swoje gazety. Wrócę piechotą.
Mężczyzna pokiwał głową i skręcił w pobliską uliczkę. Mijaliśmy wiele domów, których nigdy nie widziałam na oczy; były ogromne, pomalowane na odważne kolory. W pewnej chwili pojazd zatrzymał się, a Sasuke pożegnał się ze mną i Deidarą, który po chwili również wysiadł. Zostaliśmy we dwójkę.
-Gdzie mieszkasz? - no tak.
Brunet za pewne nie oglądał się z rana za numerami domów. 'Wygrzebałam' z pamięci nowy adres i podałam mu szybką odpowiedź.
-Czemu przeprowadziłaś się do Tokio? - spytał ni stąd ni zowąd.
-Ehm... - przełknęłam głośno ślinę - Problemy rodzinne...
-To coś gorszego, prawda? - spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
-Niestety tak... - wyjrzałam za okno - To tutaj.
Samochód powoli stanął. Odwróciłam głowę w stronę Itachiego i uśmiechnęłam się promiennie.
-Dziękuję za odwiezienie. - przybliżyłam się do niego i pocałowałam szybko w policzek.
Brunet otworzył szeroko oczy i poczerwieniał lekko. Czyżby żadna kobieta nie podziękowała mu w ten sposób?
-Nie ma za co.
Wyszłam z samochodu, czując na sobie jego wzrok.
   Przeszłam przez próg domu i zdjęłam ze stóp jasne trampki. Weszłam do kuchni, wyciągając z szafki szklankę i nalewając do niej soku pomarańczowego. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju, wzięłam prysznic i przebrałam się w lekką, sięgającą do połowy ud, kremową koszulę nocną. Podeszłam do drzwi balkonowych ze szklanką w ręku i przekręciłam klamkę. Gdy weszłam na balkon poczułam lekki, nocny wiaterek. Spojrzałam na ulicę, gdzie nadał stał wóz Itachiego. Co on tu jeszcze robi?  Odkąd weszłam do domu minęło już jakieś 20 minut. Widać nie miał zamiaru odjechać. Zeszłam szybko na dół narzucając na siebie długą, czarną bluzę i wyszłam przed dom. Zapukałam w szybę auta; ta otworzyła się automatycznie.
-Po co tu stoisz? Jak chcesz możesz wejść do środka.
Spojrzał na mnie niepewnie, lecz po chwili wyłączył silnik i wszedł razem ze mną do domu. Zdjęłam z siebie długą bluzę i powiesiłam na wieszaku. Itachi zmierzył mnie wzrokiem na co moje policzki lekko się zarumieniły.
-Przepraszam...
-Nic się nie stało. - spojrzałam na lodówkę - Chcesz się czegoś napić?
-Chętnie.
Pokiwałam głową i szybko wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Postawiłam przed nim szklankę i usiadłam na przeciwko.
-A więc... dlaczego tam stałeś?

~* ~

Przepraszam za brak rozdziału, ale miałam małe problemy :p Niezapowiedziany remont to spora sprawa. Mam nadzieję, że rozdział się podoba pomimo tego, że znów jest krótki. Chyba zapiszę się na kurację, gdzie nauczą mnie pisać długie :P

2 komentarze:

  1. rozdział boski, jestem ciekawa co będzie dalej. I dlaczego On tam tak stał?? To mnie intryguje normalnie ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Łohohoh zaczęło się :3
    Czemu on tam sterczał tyle czasu xd?

    OdpowiedzUsuń