Dotarłam do szkolnej szatni, gdzie szybko wyjęłam swoje rzeczy z szafki i
wybiegłam na puste korytarze. Cicho i pusto - tak można określić szkołę w
czasie lekcji. Zbiegłam po schodach na parter, gdzie znajdowała się klasa
Fizyczna. Spojrzałam w stronę drzwi, aby upewnić się, że nikt za mną nie idzie
- nie chciałam aby zadawano mi mnóstwo niepotrzebnych pytań. Chcąc
wybiec ze szkoły chwyciłam klamkę mosiężnych drzwi i szarpnęłam. Po chwili
znów biegłam szkolnym korytarzem.
-On tam stał. - szeptałam.
Usłyszałam za sobą zgrzyt drzwi, znieruchomiałam. Prędko pchnęłam najbliższe
drzwi, czując zimny oddech na karku. Na moje nieszczęście, jak i szczęście
wpadłam do sali chemicznej, gdzie znajdowali się chłopcy z naszej klasy.
Spojrzałam przerażona za biurko, gdzie powinien znajdować się nasz wychowawca,
z którym chłopcy mieli zastępstwo za WF - nie było go. Drzwi do sali
otworzyły się, a w przejściu stanęła moja zmora. Odruchowo odszukałam wzrokiem
Naruto i schowałam się za jego plecami. Wszyscy. którzy znajdowali się w
sali stali w osłupieniu patrząc to na mnie, to na uśmiechniętego mężczyznę.
-Sasuke... - szepnął Shikamaru - Napisz do swojego brata, jest w sali obok.
Chłopak kiwnął lekko głową i wyjął komórkę z kieszeni.
-Więcej was matka nie miała? - odezwał się mężczyzna z pogardą - Oddacie
mi ją to załatwimy to pokojowo, jeśli nie to cóż...
A co ja zabawka?! Wszystkie moje mięśnie napięły się, a na skórze
pojawiła gęsia skórka.
-Sakura, stań z tyłu.
-Czyli jednak chcecie wszcząć bójkę! - roześmiał się - Będzie zabawa!
Mężczyzna rzucił się na moich kompanów odpychając każdego jednym ruchem,
przy czym zbliżając się coraz bardziej do mojej osoby.
Powalając ostatniego przeciwnika chwycił mnie za nadgarstek i obrócił
tyłem do siebie.
-Teraz mogę cię zabrać do siebie...
-Nie! - wyrywałam się - Zostaw mnie!
Nagle uścisk znikł, a ja nie mogłam się ruszać. Co jest? Starałam się ruszyć
nogę lecz moje wysiłki niwelowała tajemnicza siła. Zaczęłam się szarpać, gdy
zorientowałam się nagle, że mam zamknięte oczy.
-Sakura? - usłyszałam nad sobą głos Hinaty - Sakura słyszysz mnie?
-Hin-ata... - wychrypiałam - Co się stało?
-Karin wszczęła protest razem z Ino.
-To wiem. - mruknęłam.
-Zaczęły rzucać w nas piłką, a gdy ty patrzyłaś się na jakiegoś faceta za
płotem piłka trafiła w twoją głowę.
-Dobrze jej tak. - warknęła Ino.
Zaraz, zaraz. Czyli ta cała ucieczka i bijatyka to był tylko sen? Ale jednak go
widziałam... on tu był, to jest pewne.
Dziewczyny pomogły mi wstać. Spojrzałam w kierunku ulicy, gdzie stała niedawno
moja zmora, a następnie w okna sal. Itachi, Sasori, Deidara, Naruto, Sasuke,
Kiba... - liczyłam na palcach wszystkie wzroki z niepokojem spoglądające w moją
stronę.
Uśmiechnęłam się na znak, iż nic mi nie jest, a oni odetchnęli z ulgą.
Zaprowadzili mnie do szatni, gdzie przebrałam się w szkolne ciuchy. Dziewczyny
niepewnie zostawiły mnie na szkolnym korytarzu z poleceniem: Idź do sali
chemicznej - chłopcy mają zastępstwo za WF - i nigdzie się nie ruszaj!.
Westchnęłam cicho i skierowałam się w stronę wybranych drzwi.
Gdy weszłam wszyscy wypytywali się, czy wszystko dobrze.
Jak miło jest mieć przyjaciół nawet płci przeciwnej. Niektórzy
nie wieżą w taką przyjaźń, ale jest ona osiągalna i piękna.
~* ~
-Karate Kid? - Ten - Ten spojrzała na swojego kuzyna, który wybierał
właśnie seans filmowy - Ja przecież nie pójdę na Karate Kid
-Ten -ten, on ma dopiero 7 lat daj mu coś obejrzeć. - wtrąciła się Hinata.
Westchnęłam. Ich rozprawy trwały już od 20 minut. Pierwszym zamierzeniem był
Madagaskar, którego zniwelowała jakże wspaniała seria filmów o
małpoludach.
Po wczorajszej sytuacji nie miałam zamiaru ruszać się z domu. Niestety moja
przyjaciółka postanowiła przeszkodzić mi w pięknych planach i
wywrócić moją sobotę do góry nogami.
-Igrzyska Śmierci! - krzyknął w końcu uradowany chłopiec.
-Jesteś pewny, Yorokobi?
-Tak, tak!
-Ale ten film jest..
-Zakryjemy mu oczy. - zażenowana Ten - Ten przerwała wypowiedź Hinaty.
Po zakupie biletów weszłyśmy do rozległej sali i usiadłyśmy praktycznie na samym
środku auli. Siedziała pomiędzy Hinatą, a... pustym fotelem. Dokładnie sześć
pustych miejsc znajdowało się obok nas.
Zdjęłam swoją narzutkę i usiadłam wygodnie już na początku zapychając się
popcornem.
-Ten - Ten. - odezwał się szeptem Yorokobi - Muszę siusiu.
-Aww! - dziewczyna zsunęła się po siedzeniu aż do podłogi.
-Ja z nim pójdę. - zaoferowałam się u chwyciłam chłopca za rękę - No to
młody idziemy.
Uśmiechnęłam się i zeszłam w dół schodami, które zaprowadziły
mnie do wyjścia z sali. Na głównym korytarzu błąkały się od czasu do
czasu pojedyncze osoby. Chłopiec zrobiwszy to co chciał chwycił mnie za rękę.
Gdy chciałam już ruszyć usłyszałam tak dobrze mi znany krzyk:
-CO?! - wrzasnął Naruto - Jak to nie możemy wejść?
-Seans już się rozpoczął właśnie trwają reklamy. - mówił bramkarz,
mówiąc o sali, w której my byłyśmy ulokowane.
-Ale...
-Przykro mi.
-Dzień dobry. - podeszłam do mężczyzny i uśmiechnęłam się przyjacielsko.
Teraz mogłam zobaczyć wszystkich zebranych tu, moich znajomych:
Naruto, Sasuke, Kiba, Shikamaru, Itachi oraz Deidara.
-Coś się stało? - spytałam.
-Sakura - chan! Ratuj! Ten facet nie chce nas wpuścić! - wskazał palcem na
bramkarza.
-Jak już mówiłem kupili państwo bilety, ale za późno chcieliście
wejść.
-Jak to? - zrobiłam niewinną minkę - Przecież oni wchodzili z nami.
Mężczyzna popatrzył na mnie zdziwiony.
-Weszli, ale koledze ktoś dobijał się do komórki i okazało się, że...
-Zapomnieliśmy o jednej osobie! - Kiba podsunął mu pod nos zdezorientowanego Deidarę.
-No tak... - ciągnęłam - A, że kolega... nie zna miasta to musieli go tu
przyprowadzić.
Uśmiechnęłam się niepewnie pokazując ukradkiem Naruto, aby przerwał bilety na
pół.
Blondyn niestety nie był rozumny, ale na szczęście obok stał Sasuke,
który od razu zorientował się o co chodzi.
-Nawet mają przerwane bilety. - gdy zauważyłam, że Sasuke chce przerwać bilet
Deidary szybko dodałam - Ale Deidra ma cały! Bo on... on jeszcze tutaj nie był.
Wszyscy wyszczerzyliśmy się do bramkarza z nadzieją w oczach. Widać było, że
jest niezdecydowany dlatego szybko podsunęłam mu pod nos Yorokobi' ego.
Mężczyzna uśmiechnął się i kazał wejść chłopakom na salę.
-Jak ja się cieszę, że ty tutaj byłaś! - Naruto uwiesił się na mojej szyi.
-Tak... ja też.
piątek, 21 września 2012
czwartek, 13 września 2012
005.
Pokiwałam głową i szybko wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Postawiłam
przed nim szklankę i usiadłam na przeciwko.
-A więc... dlaczego tam stałeś?
Itachi automatycznie odłożył szklankę i odwrócił wzrok. Spojrzałam na niego pytająco.
-Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zabrakło ci paliwa?
Uśmiechnął się.
-Nie, ja...
-Itachi! - do mieszkania wparował zataczający się Deidara - Matko Boska! Myślałem, że te złe króliczki cię zjadły!
-Króliczki? - spytałam.
-Krwiożercze bestie, które chcą cię tylko zjeść albo przerobić na cukierki Tesco.
Otworzyłam szeroko buzię, a Itachi z zażenowania spuścił głowę.
-Mam rozumieć, że...
-Napadły mnie! - wrzasnął i podbiegł do mnie szarpiąc za ramiona - One były straszne! I te czerwone ślepia, RÓŻOWE SUKIENECZKI!
-Deidara... chuchaj.
-Co?
-Chuchaj - powtórzyłam.
-Po co?
-Po prostu chuchnij mi w twarz. - chłopak przekrzywił głowę, ale z pokorą wykonał moje polecenie.
Pod wpływem odoru alkoholu zatoczyłam się do tyłu obijając o krawędź stołu. Itachi spojrzała na mnie domyślając się o co chodzi. Wstał i wziął przyjaciela pod ramię. Kiwając głową na znak pożegnania, zaczął ciągnąć blondyna w stronę wyjścia.
-Nie, czekaj! Itachi! One zjedzą Sakurkę! One są... - reszty nie usłyszałam dzięki moim jakże wspaniałym ścianą.
Ciekawe jakim cudem Deidara zdążył się tak szybko upić, a co najważniejsze tak wiele żeby mówić o Królisiach Mordercach. Uśmiechnęłam się lekko i zmęczona wślizgnęłam się do swojego pokoju.
Obudziłam się w środku nocy myśląc o Itachim. Kruczowłosy chłopak nie odpowiedział na moje pytanie: Dlaczego stał pod domem? Wiele wyjaśnień plątało mi się po głowie. Rozbawiało mnie to iż martwiłam się tak błahą i głupią sprawą! Ja już naprawdę wariuję!
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 1.30.
-No ładnie... - mruknęłam - Jutro mam na siódmą do szkoły, a zamiast spać użalam się na własnym nieszczęściem!
~*~
Ubrane w krótkie, granatowe spodenki oraz białe koszulki zmierzałyśmy w stronę boiska szkolnego. Z tego co się dowiedziałam miałyśmy być same poza nielicznymi grupkami gapiów z ulicy.
-Sakura, Anko mówiła ci co zaplanowała na dzisiejsze lekcje? - spytała Ten - Ten.
-Nie. Nie rozmawiałam z nią. Dwie lekcje WF' u to dla niej odpoczynek więc pewnie...
-Będziemy grać w zbijaka?! - z boiska dało się słyszeć krzyki Karin - To zabawa dla pierwszej klasy podstawówki!
-Nie dyskutuj!
No pięknie. Nie ma to jak zbijak w liceum.
-O! Dziewczyny już są więc można zaczynać! - krzyknęła Anko - Tutaj macie rozpisane drużyny.
Nawet się wysiliła. Podała nam mały notesik, w którym zapisane były drużyny.
-A więc... dlaczego tam stałeś?
Itachi automatycznie odłożył szklankę i odwrócił wzrok. Spojrzałam na niego pytająco.
-Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zabrakło ci paliwa?
Uśmiechnął się.
-Nie, ja...
-Itachi! - do mieszkania wparował zataczający się Deidara - Matko Boska! Myślałem, że te złe króliczki cię zjadły!
-Króliczki? - spytałam.
-Krwiożercze bestie, które chcą cię tylko zjeść albo przerobić na cukierki Tesco.
Otworzyłam szeroko buzię, a Itachi z zażenowania spuścił głowę.
-Mam rozumieć, że...
-Napadły mnie! - wrzasnął i podbiegł do mnie szarpiąc za ramiona - One były straszne! I te czerwone ślepia, RÓŻOWE SUKIENECZKI!
-Deidara... chuchaj.
-Co?
-Chuchaj - powtórzyłam.
-Po co?
-Po prostu chuchnij mi w twarz. - chłopak przekrzywił głowę, ale z pokorą wykonał moje polecenie.
Pod wpływem odoru alkoholu zatoczyłam się do tyłu obijając o krawędź stołu. Itachi spojrzała na mnie domyślając się o co chodzi. Wstał i wziął przyjaciela pod ramię. Kiwając głową na znak pożegnania, zaczął ciągnąć blondyna w stronę wyjścia.
-Nie, czekaj! Itachi! One zjedzą Sakurkę! One są... - reszty nie usłyszałam dzięki moim jakże wspaniałym ścianą.
Ciekawe jakim cudem Deidara zdążył się tak szybko upić, a co najważniejsze tak wiele żeby mówić o Królisiach Mordercach. Uśmiechnęłam się lekko i zmęczona wślizgnęłam się do swojego pokoju.
Obudziłam się w środku nocy myśląc o Itachim. Kruczowłosy chłopak nie odpowiedział na moje pytanie: Dlaczego stał pod domem? Wiele wyjaśnień plątało mi się po głowie. Rozbawiało mnie to iż martwiłam się tak błahą i głupią sprawą! Ja już naprawdę wariuję!
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 1.30.
-No ładnie... - mruknęłam - Jutro mam na siódmą do szkoły, a zamiast spać użalam się na własnym nieszczęściem!
~*~
Ubrane w krótkie, granatowe spodenki oraz białe koszulki zmierzałyśmy w stronę boiska szkolnego. Z tego co się dowiedziałam miałyśmy być same poza nielicznymi grupkami gapiów z ulicy.
-Sakura, Anko mówiła ci co zaplanowała na dzisiejsze lekcje? - spytała Ten - Ten.
-Nie. Nie rozmawiałam z nią. Dwie lekcje WF' u to dla niej odpoczynek więc pewnie...
-Będziemy grać w zbijaka?! - z boiska dało się słyszeć krzyki Karin - To zabawa dla pierwszej klasy podstawówki!
-Nie dyskutuj!
No pięknie. Nie ma to jak zbijak w liceum.
-O! Dziewczyny już są więc można zaczynać! - krzyknęła Anko - Tutaj macie rozpisane drużyny.
Nawet się wysiliła. Podała nam mały notesik, w którym zapisane były drużyny.
1.
- Sakura
- Karin
- Ino
- Marraka
- Ayame
2.
- Hinata
- Ten - Ten
- Tayuya
- Matsuri
- Haki
Fantastycznie! Z skwaszoną miną przeniosłam się na odpowiednią stronę boiska zerkając w kierunku Ino oraz Karin.
Po pierwszych 5 minutach gry Marraka wraz z Ayame - z mojego zespołu oraz Haki z drugiego zostały zbite i 'zniesione' z boiska. Ja stałam się nagłym celem Tayuy'i, która raz po raz ciskała we mnie 'pociskami'. W pewnym momencie Anko wręczyła nam drugą piłkę dla utrudnienia gry - rzuciła ją Karin. Dziewczyna desperacko próbowała złapać piłkę w dłonie, lecz ta wyślizgnęła się znich powodując tragiczny wypadek - biedny paznokieć.
-No nie! - wrzasnęła - To już przesada! Wie pani ile je hodowałam?
Niedobrze mi...
-Nie ubolewaj, to tylko paznokieć. Grajcie dalej.
-Nie ma mowy! - zaprotestowała - Dopóki nie zmienimy taktyki albo samej gry to będę tu sterczeć! - z dumną miną usiadła na zimnym betonie.
W oddali usłyszałam ciche śmiechy pochodzące zza okien szkolnych klas. Odwróciłam się i ujrzałam twarze mojej męskiej połowy klasy w sali chemicznej oraz całą 3 b w fizycznej.
Pewnie mają niezły ubaw.
-Zgadzam się z Karin! - Ino ruszyła w kierunku przyjaciółki - Protest ogłaszam!
-A ty co? W Yodę się bawisz? - spytałam.
Znów śmiechy, a najgłośniejsze z nich należały do Naruto i Kiby.
-Shut up!
To ona umie angielski? Zaskoczyła mnie tak, że azmuszona byłam usiąść przy bramce.
Do akcji wkroczyła nasza jakże kochana trenerka, która bezskutecznie próbowała wybić im pomysł z głowy.
-SAKURA! - Hinata stojąca na drugiej połowie boiska pokazała mi swój nadgarstek - 15 minut i wrócimy do życia!
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na widok za płotem. Widząc to, a raczej tego kogo nie chiałam już nigdy więcej zobaczyć, poderwałam się szybko z miejsca.
Po drugiej stronie ulicy stał ON - mężczyzna, który gonił mnie po bocznych ulicach Tokio. Spoglądał na mnie z bezczelnym uśmiechem.
Nie zwracając uwagi na drogę, upadłam z towarzyszącym mi spazmatycznym oddechem.
-Sakura -chan! - ze szkoły dało się słyszeć nawoływanie Naruto - Co ci jest?!
Nie słuchałam go, nie potrafiłam się skupić. Resztkami sił wstałam z ziemi i sprintem pobiegłam w kierunku szatni.
~* ~
Ta dam! Mła... nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Nie wyszedł tak jak chciałam i jak go czytam to wręcz czuje znudzenie. Mam nadzieję, że następny będzie o wiele lepszy. Miałabym wielką prośbę. Nie mam bladego pojęcia ile osób czyta tego bloga... 3, 4? Nie nie chodzi mi o reklamę - ale możecie mnie zareklamować jak chcecie, nie pogardzę :P - chodzi mi raczej o jakiś znak życia w stylu komentarz, czy dołączenie do obserwujących. Chciałabym wiedzieć na czym stoję. Dziękuję i życzę miłego dnia :-)
Po pierwszych 5 minutach gry Marraka wraz z Ayame - z mojego zespołu oraz Haki z drugiego zostały zbite i 'zniesione' z boiska. Ja stałam się nagłym celem Tayuy'i, która raz po raz ciskała we mnie 'pociskami'. W pewnym momencie Anko wręczyła nam drugą piłkę dla utrudnienia gry - rzuciła ją Karin. Dziewczyna desperacko próbowała złapać piłkę w dłonie, lecz ta wyślizgnęła się znich powodując tragiczny wypadek - biedny paznokieć.
-No nie! - wrzasnęła - To już przesada! Wie pani ile je hodowałam?
Niedobrze mi...
-Nie ubolewaj, to tylko paznokieć. Grajcie dalej.
-Nie ma mowy! - zaprotestowała - Dopóki nie zmienimy taktyki albo samej gry to będę tu sterczeć! - z dumną miną usiadła na zimnym betonie.
W oddali usłyszałam ciche śmiechy pochodzące zza okien szkolnych klas. Odwróciłam się i ujrzałam twarze mojej męskiej połowy klasy w sali chemicznej oraz całą 3 b w fizycznej.
Pewnie mają niezły ubaw.
-Zgadzam się z Karin! - Ino ruszyła w kierunku przyjaciółki - Protest ogłaszam!
-A ty co? W Yodę się bawisz? - spytałam.
Znów śmiechy, a najgłośniejsze z nich należały do Naruto i Kiby.
-Shut up!
To ona umie angielski? Zaskoczyła mnie tak, że azmuszona byłam usiąść przy bramce.
Do akcji wkroczyła nasza jakże kochana trenerka, która bezskutecznie próbowała wybić im pomysł z głowy.
-SAKURA! - Hinata stojąca na drugiej połowie boiska pokazała mi swój nadgarstek - 15 minut i wrócimy do życia!
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na widok za płotem. Widząc to, a raczej tego kogo nie chiałam już nigdy więcej zobaczyć, poderwałam się szybko z miejsca.
Po drugiej stronie ulicy stał ON - mężczyzna, który gonił mnie po bocznych ulicach Tokio. Spoglądał na mnie z bezczelnym uśmiechem.
Nie zwracając uwagi na drogę, upadłam z towarzyszącym mi spazmatycznym oddechem.
-Sakura -chan! - ze szkoły dało się słyszeć nawoływanie Naruto - Co ci jest?!
Nie słuchałam go, nie potrafiłam się skupić. Resztkami sił wstałam z ziemi i sprintem pobiegłam w kierunku szatni.
~* ~
Ta dam! Mła... nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Nie wyszedł tak jak chciałam i jak go czytam to wręcz czuje znudzenie. Mam nadzieję, że następny będzie o wiele lepszy. Miałabym wielką prośbę. Nie mam bladego pojęcia ile osób czyta tego bloga... 3, 4? Nie nie chodzi mi o reklamę - ale możecie mnie zareklamować jak chcecie, nie pogardzę :P - chodzi mi raczej o jakiś znak życia w stylu komentarz, czy dołączenie do obserwujących. Chciałabym wiedzieć na czym stoję. Dziękuję i życzę miłego dnia :-)
niedziela, 9 września 2012
004.
-Chciał ją...?
-Wnioskując z jego wzroku to tak. - wypowiedział się Sasori spoglądając na mnie, stojącą przed kawiarnią.
Gdy po nie miłym incydencie wszyscy zebraliśmy się na wyznaczonym placu okazało się, że córka Pani Akano uciekła z domu. Sasuke oraz Naruto wręcz nieśli ją na rękach. Ponoć uporczywie chciała wrócić do miejsca znalezienia. Westchnęłam cicho i spojrzałam na tłum ludzi przemieszczający się po chodniku. Błądziłam myślami po ciemnych zakamarkach miasta i wyobrażałam sobie twarz sprawcy całego zamieszania. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do kawiarni. Wszyscy moi znajomi siedzieli przy jednym stoliku, popijając wybrane przez siebie napoje.
-Sakura, na pewno niczego się nie napijesz? - pytanie Konan przyciągnęło na mnie uwagę innych.
Pokręciłam lekko głową i zrezygnowana usiadłam pomiędzy Sasorim a Hinatą. Wszyscy patrzeli na mnie jakby chcieli wyczytać moje wszelkie myśli. Głowa opadła mi na stolik powodując lekką wibrację postawionych na nim naczyń.
-Dobrze się czujesz? - usłyszałam obok siebie głos Hinaty.
-Nic mi nie jest... - powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
Może mężczyzna nie zrobił mi krzywdy fizycznie, ale psychicznie. Jego słowa wciąż chodziły mi po głowie: "Szef się ucieszy!", "Masz szczęście, dzisiaj masz szczęście.".
Miał zamiar mnie jeszcze spotkać? Jeśli mówił na serio... powinnam siedzieć teraz w domu i nie ruszać się z niego dopóki ten człowiek nie da mi spokoju. Poczułam czyjąś rękę oplatającą się wokół mojej talii. Spostrzegłam jej właściciela; Sasori patrzył na mnie z troską i współczuciem.
-Jesteśmy razem z tobą. Nic ci się nie stanie.
-Dzięki. - mruknęłam i podniosłam głowę.
Wszyscy zaczęli się nagle śmiać. Patrzyłam na nich zdezorientowana. O co chodzi? Itachi ledwo powstrzymał się od śmiechu i wskazał mi lustrzaną pokrywkę na jedzenie. Wzięłam ją do ręki i spojrzałam na swoje odbicie; na moim czole widniała czerwona odbitka nazwy kawiarni "Pod Rybą". Schyliłam się lekko, żeby zobaczyć co leżało pod moją głową. Na stole widniała w połowie rozłożona serwetka z czerwonym napisem.
-No ładnie... - mruknęłam i zaczęłam śmiać się z innymi.
Po chwili cała kawiarnia patrzyła się na naszą grupkę ze zdziwieniem.
Przeczuwałam, że przy niech nie da się porozmawiać na poważny temat. Cóż, tym chyba charakteryzują się przyjaciele. Przyjaciele? Czy mogę ich już tak nazywać? Moje rozmyślania przerwał głos Konan.
-Dobra ludzie, chyba musimy się już zbierać. - popatrzyła za okna kawiarni, gdzie na niebie widniała już tylko połowa ognistej kuli.
-Są dwa auta więc rozdzielimy się tak aby mieć po drodze domy.
-To kto jedzie na lewą stronę miasta? - ja, Sasuke, Itachi oraz Deidara podnieśliśmy ręce - Świetnie! Wy jedziecie wozem Itachiego, a reszta do Sasoriego!
-Czuję, że mój samochód tego nie wytrzyma... - mruknął zażenowany czerwono włosy.
-Nie przesadzaj! Będzie fajnie! - Konan puściła mu perskie oczko - Ja, ty, Naruto, Hinata, Pein i Neji!
-Chyba o czymś zapomniałaś... - ta popatrzyła na niego zdezorientowana - Moje auto pomieści tylko 5 osób!
-Usiąde ci na kolanach. - pijący kawę Pein zakrztusił się płynem.
-Wybrałaś nie te kolana! - rozbawiona poklepałam dziewczynę po ramieniu.
Ta lekko zdziwiona obróciła się w moją stronę i zadała mi niema pytanie w stylu: "O co ci chodzi?". Ja przewróciłam oczami i skinęłam głową na biednego Peina. Dziewczyna nie zrozumiała mojego 'migowego' i dalej przeszywała mnie wzrokiem. Stojący za mną Sasuke wraz z Deidarą śmiali się po cichu, kryjąc za moimi plecami swoje twarze. Zażenowana jak i rozbawiona całą sytuacją, odwróciłam Konan w stronę Peina. Chyba zrozumiała mój przekaz, ponieważ zarumieniła się lekko i odwróciła wzrok, gdy ten na nią spojrzał.
-Najwyżej cię na dachu wezmę. - roześmiał się Sasori.
Wszyscy wyszliśmy przed kawiarnię, gdzie rozdzieliliśmy się na dwie grupy.
-To do zobaczenia!
Podeszliśmy do samochodu Itachiego. Deidara wbiegł przede mnie i otworzył mi drzwi przed nosem.
-Jak mniemam pragnie Pani siedzieć z przodu?
Roześmiałam się donośnie i chwyciłam rękę blondyna.
-Cóż to za zmiana nastawienia?
-Jesteś kobietą... chyba. - dodał po chwili i wystawił język za co dostał kuksańca w bok.
Wsiadłam na przedni fotel, obok kierowcy. Z tyłu znajdowali się roześmiani Deidara oraz Sasuke.
-Itachi. - karooki spojrzał w lusterko - Mógłbyś mnie wysadzić obok sklepu? Ojciec prosił mnie o te swoje gazety. Wrócę piechotą.
Mężczyzna pokiwał głową i skręcił w pobliską uliczkę. Mijaliśmy wiele domów, których nigdy nie widziałam na oczy; były ogromne, pomalowane na odważne kolory. W pewnej chwili pojazd zatrzymał się, a Sasuke pożegnał się ze mną i Deidarą, który po chwili również wysiadł. Zostaliśmy we dwójkę.
-Gdzie mieszkasz? - no tak.
Brunet za pewne nie oglądał się z rana za numerami domów. 'Wygrzebałam' z pamięci nowy adres i podałam mu szybką odpowiedź.
-Czemu przeprowadziłaś się do Tokio? - spytał ni stąd ni zowąd.
-Ehm... - przełknęłam głośno ślinę - Problemy rodzinne...
-To coś gorszego, prawda? - spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
-Niestety tak... - wyjrzałam za okno - To tutaj.
Samochód powoli stanął. Odwróciłam głowę w stronę Itachiego i uśmiechnęłam się promiennie.
-Dziękuję za odwiezienie. - przybliżyłam się do niego i pocałowałam szybko w policzek.
Brunet otworzył szeroko oczy i poczerwieniał lekko. Czyżby żadna kobieta nie podziękowała mu w ten sposób?
-Nie ma za co.
Wyszłam z samochodu, czując na sobie jego wzrok.
Przeszłam przez próg domu i zdjęłam ze stóp jasne trampki. Weszłam do kuchni, wyciągając z szafki szklankę i nalewając do niej soku pomarańczowego. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju, wzięłam prysznic i przebrałam się w lekką, sięgającą do połowy ud, kremową koszulę nocną. Podeszłam do drzwi balkonowych ze szklanką w ręku i przekręciłam klamkę. Gdy weszłam na balkon poczułam lekki, nocny wiaterek. Spojrzałam na ulicę, gdzie nadał stał wóz Itachiego. Co on tu jeszcze robi? Odkąd weszłam do domu minęło już jakieś 20 minut. Widać nie miał zamiaru odjechać. Zeszłam szybko na dół narzucając na siebie długą, czarną bluzę i wyszłam przed dom. Zapukałam w szybę auta; ta otworzyła się automatycznie.
-Po co tu stoisz? Jak chcesz możesz wejść do środka.
Spojrzał na mnie niepewnie, lecz po chwili wyłączył silnik i wszedł razem ze mną do domu. Zdjęłam z siebie długą bluzę i powiesiłam na wieszaku. Itachi zmierzył mnie wzrokiem na co moje policzki lekko się zarumieniły.
-Przepraszam...
-Nic się nie stało. - spojrzałam na lodówkę - Chcesz się czegoś napić?
-Chętnie.
Pokiwałam głową i szybko wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Postawiłam przed nim szklankę i usiadłam na przeciwko.
-A więc... dlaczego tam stałeś?
~* ~
Przepraszam za brak rozdziału, ale miałam małe problemy :p Niezapowiedziany remont to spora sprawa. Mam nadzieję, że rozdział się podoba pomimo tego, że znów jest krótki. Chyba zapiszę się na kurację, gdzie nauczą mnie pisać długie :P
-Wnioskując z jego wzroku to tak. - wypowiedział się Sasori spoglądając na mnie, stojącą przed kawiarnią.
Gdy po nie miłym incydencie wszyscy zebraliśmy się na wyznaczonym placu okazało się, że córka Pani Akano uciekła z domu. Sasuke oraz Naruto wręcz nieśli ją na rękach. Ponoć uporczywie chciała wrócić do miejsca znalezienia. Westchnęłam cicho i spojrzałam na tłum ludzi przemieszczający się po chodniku. Błądziłam myślami po ciemnych zakamarkach miasta i wyobrażałam sobie twarz sprawcy całego zamieszania. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do kawiarni. Wszyscy moi znajomi siedzieli przy jednym stoliku, popijając wybrane przez siebie napoje.
-Sakura, na pewno niczego się nie napijesz? - pytanie Konan przyciągnęło na mnie uwagę innych.
Pokręciłam lekko głową i zrezygnowana usiadłam pomiędzy Sasorim a Hinatą. Wszyscy patrzeli na mnie jakby chcieli wyczytać moje wszelkie myśli. Głowa opadła mi na stolik powodując lekką wibrację postawionych na nim naczyń.
-Dobrze się czujesz? - usłyszałam obok siebie głos Hinaty.
-Nic mi nie jest... - powiedziałam ledwo słyszalnym głosem.
Może mężczyzna nie zrobił mi krzywdy fizycznie, ale psychicznie. Jego słowa wciąż chodziły mi po głowie: "Szef się ucieszy!", "Masz szczęście, dzisiaj masz szczęście.".
Miał zamiar mnie jeszcze spotkać? Jeśli mówił na serio... powinnam siedzieć teraz w domu i nie ruszać się z niego dopóki ten człowiek nie da mi spokoju. Poczułam czyjąś rękę oplatającą się wokół mojej talii. Spostrzegłam jej właściciela; Sasori patrzył na mnie z troską i współczuciem.
-Jesteśmy razem z tobą. Nic ci się nie stanie.
-Dzięki. - mruknęłam i podniosłam głowę.
Wszyscy zaczęli się nagle śmiać. Patrzyłam na nich zdezorientowana. O co chodzi? Itachi ledwo powstrzymał się od śmiechu i wskazał mi lustrzaną pokrywkę na jedzenie. Wzięłam ją do ręki i spojrzałam na swoje odbicie; na moim czole widniała czerwona odbitka nazwy kawiarni "Pod Rybą". Schyliłam się lekko, żeby zobaczyć co leżało pod moją głową. Na stole widniała w połowie rozłożona serwetka z czerwonym napisem.
-No ładnie... - mruknęłam i zaczęłam śmiać się z innymi.
Po chwili cała kawiarnia patrzyła się na naszą grupkę ze zdziwieniem.
Przeczuwałam, że przy niech nie da się porozmawiać na poważny temat. Cóż, tym chyba charakteryzują się przyjaciele. Przyjaciele? Czy mogę ich już tak nazywać? Moje rozmyślania przerwał głos Konan.
-Dobra ludzie, chyba musimy się już zbierać. - popatrzyła za okna kawiarni, gdzie na niebie widniała już tylko połowa ognistej kuli.
-Są dwa auta więc rozdzielimy się tak aby mieć po drodze domy.
-To kto jedzie na lewą stronę miasta? - ja, Sasuke, Itachi oraz Deidara podnieśliśmy ręce - Świetnie! Wy jedziecie wozem Itachiego, a reszta do Sasoriego!
-Czuję, że mój samochód tego nie wytrzyma... - mruknął zażenowany czerwono włosy.
-Nie przesadzaj! Będzie fajnie! - Konan puściła mu perskie oczko - Ja, ty, Naruto, Hinata, Pein i Neji!
-Chyba o czymś zapomniałaś... - ta popatrzyła na niego zdezorientowana - Moje auto pomieści tylko 5 osób!
-Usiąde ci na kolanach. - pijący kawę Pein zakrztusił się płynem.
-Wybrałaś nie te kolana! - rozbawiona poklepałam dziewczynę po ramieniu.
Ta lekko zdziwiona obróciła się w moją stronę i zadała mi niema pytanie w stylu: "O co ci chodzi?". Ja przewróciłam oczami i skinęłam głową na biednego Peina. Dziewczyna nie zrozumiała mojego 'migowego' i dalej przeszywała mnie wzrokiem. Stojący za mną Sasuke wraz z Deidarą śmiali się po cichu, kryjąc za moimi plecami swoje twarze. Zażenowana jak i rozbawiona całą sytuacją, odwróciłam Konan w stronę Peina. Chyba zrozumiała mój przekaz, ponieważ zarumieniła się lekko i odwróciła wzrok, gdy ten na nią spojrzał.
-Najwyżej cię na dachu wezmę. - roześmiał się Sasori.
Wszyscy wyszliśmy przed kawiarnię, gdzie rozdzieliliśmy się na dwie grupy.
-To do zobaczenia!
Podeszliśmy do samochodu Itachiego. Deidara wbiegł przede mnie i otworzył mi drzwi przed nosem.
-Jak mniemam pragnie Pani siedzieć z przodu?
Roześmiałam się donośnie i chwyciłam rękę blondyna.
-Cóż to za zmiana nastawienia?
-Jesteś kobietą... chyba. - dodał po chwili i wystawił język za co dostał kuksańca w bok.
Wsiadłam na przedni fotel, obok kierowcy. Z tyłu znajdowali się roześmiani Deidara oraz Sasuke.
-Itachi. - karooki spojrzał w lusterko - Mógłbyś mnie wysadzić obok sklepu? Ojciec prosił mnie o te swoje gazety. Wrócę piechotą.
Mężczyzna pokiwał głową i skręcił w pobliską uliczkę. Mijaliśmy wiele domów, których nigdy nie widziałam na oczy; były ogromne, pomalowane na odważne kolory. W pewnej chwili pojazd zatrzymał się, a Sasuke pożegnał się ze mną i Deidarą, który po chwili również wysiadł. Zostaliśmy we dwójkę.
-Gdzie mieszkasz? - no tak.
Brunet za pewne nie oglądał się z rana za numerami domów. 'Wygrzebałam' z pamięci nowy adres i podałam mu szybką odpowiedź.
-Czemu przeprowadziłaś się do Tokio? - spytał ni stąd ni zowąd.
-Ehm... - przełknęłam głośno ślinę - Problemy rodzinne...
-To coś gorszego, prawda? - spojrzał na mnie i uśmiechnął się delikatnie.
-Niestety tak... - wyjrzałam za okno - To tutaj.
Samochód powoli stanął. Odwróciłam głowę w stronę Itachiego i uśmiechnęłam się promiennie.
-Dziękuję za odwiezienie. - przybliżyłam się do niego i pocałowałam szybko w policzek.
Brunet otworzył szeroko oczy i poczerwieniał lekko. Czyżby żadna kobieta nie podziękowała mu w ten sposób?
-Nie ma za co.
Wyszłam z samochodu, czując na sobie jego wzrok.
Przeszłam przez próg domu i zdjęłam ze stóp jasne trampki. Weszłam do kuchni, wyciągając z szafki szklankę i nalewając do niej soku pomarańczowego. Wbiegłam po schodach do swojego pokoju, wzięłam prysznic i przebrałam się w lekką, sięgającą do połowy ud, kremową koszulę nocną. Podeszłam do drzwi balkonowych ze szklanką w ręku i przekręciłam klamkę. Gdy weszłam na balkon poczułam lekki, nocny wiaterek. Spojrzałam na ulicę, gdzie nadał stał wóz Itachiego. Co on tu jeszcze robi? Odkąd weszłam do domu minęło już jakieś 20 minut. Widać nie miał zamiaru odjechać. Zeszłam szybko na dół narzucając na siebie długą, czarną bluzę i wyszłam przed dom. Zapukałam w szybę auta; ta otworzyła się automatycznie.
-Po co tu stoisz? Jak chcesz możesz wejść do środka.
Spojrzał na mnie niepewnie, lecz po chwili wyłączył silnik i wszedł razem ze mną do domu. Zdjęłam z siebie długą bluzę i powiesiłam na wieszaku. Itachi zmierzył mnie wzrokiem na co moje policzki lekko się zarumieniły.
-Przepraszam...
-Nic się nie stało. - spojrzałam na lodówkę - Chcesz się czegoś napić?
-Chętnie.
Pokiwałam głową i szybko wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Postawiłam przed nim szklankę i usiadłam na przeciwko.
-A więc... dlaczego tam stałeś?
~* ~
Przepraszam za brak rozdziału, ale miałam małe problemy :p Niezapowiedziany remont to spora sprawa. Mam nadzieję, że rozdział się podoba pomimo tego, że znów jest krótki. Chyba zapiszę się na kurację, gdzie nauczą mnie pisać długie :P
czwartek, 30 sierpnia 2012
003.
Szłam razem z Hinatą przez boczne uliczki miasta, które nie dawały
żadnego znaku życia. Rzadko odzywałyśmy się do siebie, chcąc jak najlepiej
skoncentrować się na poszukiwaniach.
Zastanawiało mnie jedno; jak taka duża dziewczyna mogła się zgubić? W wieku 15 lat sama błądziłam po nieznanych mi uliczkach Cellesi, nie przejmując się tym, że zgubię drogę powrotną.
Nagle przed nami pojawiło się rozwidlenie drug. Spojrzałam znacząco na Hinatę.
-Nie jestem pewna, ale obydwie łączą się ze sobą na końcu...chyba.
-Więc rozdzielmy się. - stwierdziłam.
-Sakura... boczne uliczki miasta mogą być czasami niebezpieczne...
-Nic nam się nie stanie, Hinata. Uwierz mi. - poklepałam ją po ramieniu i ruszyłam w swoją uliczkę.
Idąc tamtędy miałam wrażanie jakbym znajdowała się w jakimś mrocznym lesie. Stąpałam powoli po bruku, dokładnie patrolując teren. Nagle usłyszałam przerażony krzyk.
-Hinata? Hinata! - wrzasnęłam.
Co się stało? Zaczęłam biec przed siebie, szukając łączenia drug.
-Hinata, gdzie jesteś?!
Stanęłam nagle słysząc powolne kroki z naprzeciwka. Z ciemności wyłonił się mężczyzna odziany w czarny płaszcz. Cholera, mogłam posłuchać Hinaty. Zaczęłam cofać się do tyłu. Postać stanęła na chwilę wpatrując się w moje oczy.
-Szef się ucieszy. - mruknął zadowolony.
Ucieszy? O co mu... nie. Nie! Odejdź! - krzyczałam w myślach.
Zaczęłam biec drogą powrotną jak najszybciej mogłam. Nagle zza rogu wyłoniły się czyjeś dłonie, które zręcznie wciągnęły mnie w ciemny zaułek. Wylądowałam na czyimś torsie. Mężczyzna pobiegł dalej - nie zauważył mnie, a raczej nas. Oddychałam ciężko, lecz nic nie powiedziałam, gdyż nieznajomy trzymał swoją dłoń na moich ustach.
-Sakura, uspokój się... - usłyszałam cichy głos.
Deidara? Puścił mnie abym mogła się obrócić. Przede mną stało trzech mężczyzn: Deidara, Sasori oraz Itachi - zaraz, on miał być sam.
-C-o wy tu robicie? - zapytałam drżącym jeszcze głosem.
-Usłyszeliśmy krzyk Hinaty, a byliśmy dość blisko żeby sprawdzić co się dzieje więc...
-Tutaj jesteś! - kpiący głos mężczyzny dochodził zza moich pleców.
Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam przestraszona na chłopaków.
-Myślałem już, że jesteś za szybka! A tu taka niespodzianka... kumple co? - poczułam na szyi jego oddech.
Sasori pociągnął mnie za rękę i ustawił za sobą. Wszyscy trzej nachylili się lekko, gotowi do starcia.
-Bez nerw! - mężczyzna roześmiał się i spojrzał na mnie - Masz szczęście, dzisiaj masz szczęście. - poprawił się i zaczął odchodzić.
-Cz-czekaj! Gdzie jest Hinata, dziewczyna z granatowymi włosami? - spytałam.
-Hinata? Nie znam... - odwrócił się do chłopaków - Tak jak mówiłem; dzisiaj masz szczęście.
Spojrzałam na niego nadal przestraszona. Odwrócił się do nas plecami i odszedł. Z nieobecnym wzrokiem zaczęłam kroczyć do przodu. Ręka Itachiego wylądowała na moim ramieniu.
-Gdzie idziesz?
-Hinata... muszę znaleźć Hinatę.
-Sakura... na pewno nic jej nie jest. - uspokoił mnie Sasori.
-A co jeśli ją dopadli?! - wybuchłam gniewem.
Chcieli ją tak po prostu zostawić? Strzepnęłam rękę Itachiego i spojrzałam przed siebie.
-Dziękuję za pomoc... - mruknęłam i zaczęłam biec w kierunku rozwidlenia drug.
-Cholera! - usłyszałam za sobą Deidarę - Idziemy za nią.
Dotarłam do ścieżki, którą poruszała się moja przyjaciółka. Rozglądnęłam się nerwowo, aby sprawdzić, czy nie ma nikogo w okolicy. Pobiegłam dalej sunąc wzrokiem po okolicy. Za sobą słyszałam przyśpieszone oddechy chłopaków. Po 10 minutach dotarłam do kolejnego rozwidlenia, gdzie ujrzałam powoli kroczącą fioletowo-włosom.
-Hinata!
-Sakura? - spojrzała na chłopaków - Co wy tu robicie?
-Krzyczałaś... ja...
-Ach... - spuściła wzrok - Boję się kruków...
Spojrzałyśmy w bok, gdzie po chodniku kroczyło pięć ptaków.
-Jak szłam nagle się poderwały i....
Zrezygnowana zsunęłam się po pobliskiej ścianie budynku.
-Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś... - wybełkotałam.
-Przepraszam, Itachi - san, Sasori, Deidara. Przerwałam wam poszukiwania.
-Wiesz... - Deidara spojrzał na mnie - Nawet dobrze, że wrzasnęłaś.
-Coś się stało? - odwróciła głowę w moją stronę.
-Opowiemy wszystkim jak usiądziemy w jakiejś kawiarni. - odezwał się czerwono włosy spoglądając na ekran komórki - Naruto i Sasuke znaleźli tą dziewczynę.
~*~
Wiem, wiem... mam tendencje do krótkich rozdziałów, ale nie zabijajcie mnie :P A przynajmniej nie zabijaj Kimi bo chyba jako jedyna tutaj wchodzisz :P Przynajmniej są co tydzień ;3
Zastanawiało mnie jedno; jak taka duża dziewczyna mogła się zgubić? W wieku 15 lat sama błądziłam po nieznanych mi uliczkach Cellesi, nie przejmując się tym, że zgubię drogę powrotną.
Nagle przed nami pojawiło się rozwidlenie drug. Spojrzałam znacząco na Hinatę.
-Nie jestem pewna, ale obydwie łączą się ze sobą na końcu...chyba.
-Więc rozdzielmy się. - stwierdziłam.
-Sakura... boczne uliczki miasta mogą być czasami niebezpieczne...
-Nic nam się nie stanie, Hinata. Uwierz mi. - poklepałam ją po ramieniu i ruszyłam w swoją uliczkę.
Idąc tamtędy miałam wrażanie jakbym znajdowała się w jakimś mrocznym lesie. Stąpałam powoli po bruku, dokładnie patrolując teren. Nagle usłyszałam przerażony krzyk.
-Hinata? Hinata! - wrzasnęłam.
Co się stało? Zaczęłam biec przed siebie, szukając łączenia drug.
-Hinata, gdzie jesteś?!
Stanęłam nagle słysząc powolne kroki z naprzeciwka. Z ciemności wyłonił się mężczyzna odziany w czarny płaszcz. Cholera, mogłam posłuchać Hinaty. Zaczęłam cofać się do tyłu. Postać stanęła na chwilę wpatrując się w moje oczy.
-Szef się ucieszy. - mruknął zadowolony.
Ucieszy? O co mu... nie. Nie! Odejdź! - krzyczałam w myślach.
Zaczęłam biec drogą powrotną jak najszybciej mogłam. Nagle zza rogu wyłoniły się czyjeś dłonie, które zręcznie wciągnęły mnie w ciemny zaułek. Wylądowałam na czyimś torsie. Mężczyzna pobiegł dalej - nie zauważył mnie, a raczej nas. Oddychałam ciężko, lecz nic nie powiedziałam, gdyż nieznajomy trzymał swoją dłoń na moich ustach.
-Sakura, uspokój się... - usłyszałam cichy głos.
Deidara? Puścił mnie abym mogła się obrócić. Przede mną stało trzech mężczyzn: Deidara, Sasori oraz Itachi - zaraz, on miał być sam.
-C-o wy tu robicie? - zapytałam drżącym jeszcze głosem.
-Usłyszeliśmy krzyk Hinaty, a byliśmy dość blisko żeby sprawdzić co się dzieje więc...
-Tutaj jesteś! - kpiący głos mężczyzny dochodził zza moich pleców.
Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam przestraszona na chłopaków.
-Myślałem już, że jesteś za szybka! A tu taka niespodzianka... kumple co? - poczułam na szyi jego oddech.
Sasori pociągnął mnie za rękę i ustawił za sobą. Wszyscy trzej nachylili się lekko, gotowi do starcia.
-Bez nerw! - mężczyzna roześmiał się i spojrzał na mnie - Masz szczęście, dzisiaj masz szczęście. - poprawił się i zaczął odchodzić.
-Cz-czekaj! Gdzie jest Hinata, dziewczyna z granatowymi włosami? - spytałam.
-Hinata? Nie znam... - odwrócił się do chłopaków - Tak jak mówiłem; dzisiaj masz szczęście.
Spojrzałam na niego nadal przestraszona. Odwrócił się do nas plecami i odszedł. Z nieobecnym wzrokiem zaczęłam kroczyć do przodu. Ręka Itachiego wylądowała na moim ramieniu.
-Gdzie idziesz?
-Hinata... muszę znaleźć Hinatę.
-Sakura... na pewno nic jej nie jest. - uspokoił mnie Sasori.
-A co jeśli ją dopadli?! - wybuchłam gniewem.
Chcieli ją tak po prostu zostawić? Strzepnęłam rękę Itachiego i spojrzałam przed siebie.
-Dziękuję za pomoc... - mruknęłam i zaczęłam biec w kierunku rozwidlenia drug.
-Cholera! - usłyszałam za sobą Deidarę - Idziemy za nią.
Dotarłam do ścieżki, którą poruszała się moja przyjaciółka. Rozglądnęłam się nerwowo, aby sprawdzić, czy nie ma nikogo w okolicy. Pobiegłam dalej sunąc wzrokiem po okolicy. Za sobą słyszałam przyśpieszone oddechy chłopaków. Po 10 minutach dotarłam do kolejnego rozwidlenia, gdzie ujrzałam powoli kroczącą fioletowo-włosom.
-Hinata!
-Sakura? - spojrzała na chłopaków - Co wy tu robicie?
-Krzyczałaś... ja...
-Ach... - spuściła wzrok - Boję się kruków...
Spojrzałyśmy w bok, gdzie po chodniku kroczyło pięć ptaków.
-Jak szłam nagle się poderwały i....
Zrezygnowana zsunęłam się po pobliskiej ścianie budynku.
-Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś... - wybełkotałam.
-Przepraszam, Itachi - san, Sasori, Deidara. Przerwałam wam poszukiwania.
-Wiesz... - Deidara spojrzał na mnie - Nawet dobrze, że wrzasnęłaś.
-Coś się stało? - odwróciła głowę w moją stronę.
-Opowiemy wszystkim jak usiądziemy w jakiejś kawiarni. - odezwał się czerwono włosy spoglądając na ekran komórki - Naruto i Sasuke znaleźli tą dziewczynę.
~*~
Wiem, wiem... mam tendencje do krótkich rozdziałów, ale nie zabijajcie mnie :P A przynajmniej nie zabijaj Kimi bo chyba jako jedyna tutaj wchodzisz :P Przynajmniej są co tydzień ;3
czwartek, 23 sierpnia 2012
002.
Kary ogon,
brązowe umaszczenie, piwne tęczówki - tak wyglądał mój namalowany
wierzchowiec. Władze miasta zaopatrzyły mnie w zbędne rzeczy, jedną z
nich były właśnie płótna do malowania. Gdy byłam mała odkryłam w sobie
talent, którego nigdy nie chciałam rozwijać. Był on dla mnie po prostu
uwolnieniem od udręk. Skupiona na swoim dziele nie przejmowałam się
światem na około. Nagle po pomieszczeniu rozległ się donośny dźwięk
dzwonka do drzwi. Czerwona farba wylała się na moje ciało, pokrywając
wszelkie czyste miejsca.
-Pięknie... - mruknęłam do siebie.
Nie miałam wyjścia, musiałam otworzyć niespodziewanemu gościowi drzwi. Pociągnęłam za klamkę; w drzwiach stał Sasuke razem z blondynem. To nie był Naruto. Obecny mężczyzna był wyższy, o długich włosach.
-Co ty tu robisz? - spytałam Sasuke, gdy zorientowałam się, że nastała głucha cisza.
Spojrzeli na mnie znacząco, aby zaraz po tym roześmiać się w niebo głosy.
-Nie wiedziałem, że lubisz czerwony. - w końcu wydukał karooki.
-To wszystko przez ciebie. - mruknęłam i wpuściłam ich do środka - Przestraszyłam się dźwięku dzwonka. Na nieszczęście cała farba z palety i tubki wylała się prosto na mnie.
-Mniejsza z tym. - machnął ręką - Idziesz z nami na miasto?
-Z nami znaczy z kim? - spytałam zerkając znacząco na blondyna.
-Ach, no tak. - klepnął się w czoło - To jest Deidara, przyjaciel mojego brata.
-Miło mi, Sakura.
-Wracając do tematu, idzie Naruto, ja, Hinata, jej kuzyn oraz paczka mojego brata.
-A konkretnie to, gdzie chcecie iść. - zaczęłam czyścić szmatką moją koszulkę.
Sasuke westchnął, odebrał mi szmatkę i namoczył w kranie. Podszedł z powrotem do mnie i zabrał się za czyszczenie mnie jak i moich ubrań.
-Nie wiemy, na pewno do kina, ale na tym się nie skończy.
-Na 100 procent. - wtrącił się rozbawiony Deidara.
-No to co, idziesz? - spojrzał na mnie nie przerywając czynności.
Westchnęłam i klepnęłam go po ramieniu.
-Już wystarczy.
-Ale przecież jesteś jeszcze czerwona.
-I tak, i tak jeśli chcę iść na miasto muszę się przebrać, prawda?
-Rozumiem, że to oznacza twoją zgodę. - bardziej stwierdził niż zapytał.
-Dajcie mi 15 minut. - popędziłam do swojego pokoju.
-Pięknie... - mruknęłam do siebie.
Nie miałam wyjścia, musiałam otworzyć niespodziewanemu gościowi drzwi. Pociągnęłam za klamkę; w drzwiach stał Sasuke razem z blondynem. To nie był Naruto. Obecny mężczyzna był wyższy, o długich włosach.
-Co ty tu robisz? - spytałam Sasuke, gdy zorientowałam się, że nastała głucha cisza.
Spojrzeli na mnie znacząco, aby zaraz po tym roześmiać się w niebo głosy.
-Nie wiedziałem, że lubisz czerwony. - w końcu wydukał karooki.
-To wszystko przez ciebie. - mruknęłam i wpuściłam ich do środka - Przestraszyłam się dźwięku dzwonka. Na nieszczęście cała farba z palety i tubki wylała się prosto na mnie.
-Mniejsza z tym. - machnął ręką - Idziesz z nami na miasto?
-Z nami znaczy z kim? - spytałam zerkając znacząco na blondyna.
-Ach, no tak. - klepnął się w czoło - To jest Deidara, przyjaciel mojego brata.
-Miło mi, Sakura.
-Wracając do tematu, idzie Naruto, ja, Hinata, jej kuzyn oraz paczka mojego brata.
-A konkretnie to, gdzie chcecie iść. - zaczęłam czyścić szmatką moją koszulkę.
Sasuke westchnął, odebrał mi szmatkę i namoczył w kranie. Podszedł z powrotem do mnie i zabrał się za czyszczenie mnie jak i moich ubrań.
-Nie wiemy, na pewno do kina, ale na tym się nie skończy.
-Na 100 procent. - wtrącił się rozbawiony Deidara.
-No to co, idziesz? - spojrzał na mnie nie przerywając czynności.
Westchnęłam i klepnęłam go po ramieniu.
-Już wystarczy.
-Ale przecież jesteś jeszcze czerwona.
-I tak, i tak jeśli chcę iść na miasto muszę się przebrać, prawda?
-Rozumiem, że to oznacza twoją zgodę. - bardziej stwierdził niż zapytał.
-Dajcie mi 15 minut. - popędziłam do swojego pokoju.
~*~
Po chwili zeszłam na dół ubrana w kremową koszulkę
włożoną do krótkich dżinsowych spodenek oraz w jasnych trampkach.-Jeszcze tylko komórka. - oznajmiłam chłopakom stojącym w salonie.
-No... gotowa. - uśmiechnęłam się i wyszłam razem z nimi przed dom. Na ulicy stały dwa spore auta terenowe.
-Istny gang. - roześmiałam się i spojrzałam na pierwszy z nich.
Siedzieli tam: Naruto, Hinata, brązowowłosy chłopak, który zapewne był jej kuzynem oraz czerwono włosy siedzący na miejscu kierowcy. W drugim wozie siedział mężczyzna podobny do Sasuke, rudowłosy oraz niebiesko włosa dziewczyna.
Jako jedyna wsiadłam do pierwszego wozu, gdzie od razu przywitałam się z przyjaciółmi.
-Sakura - chan! - przytulił mnie Naruto - To jest kuzyn Hinatki, Neji a to Sasori od brata Sasuke, Itachiego. Czerwonowłosy uśmiechnął się do mnie i skinął głową.
-A ta dwójka w drugim wozie? Znam już Deidarę, ale...
-To Konan oraz Pein. - wytłumaczył mi Sasori.
Kolejni znajomi, a to dopiero drugi dzień. Na mojej twarzy wystąpił uśmiech. Zapowiada się niezła zabawa.
Dojechawszy pod centrum handlowe wysiadłam razem z innymi z auta. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam wielki napis reklamujący nowy film: "Przeżyj prawdziwy horror i grozę! Czarnobyl dotrze do twojej psychiki...". Czarnobyl, horror? Oni chyba chcą na to iść. Do naszej grupki - z pierwszego auta - podeszła reszta 'bandy'.
-Cześć! - odezwała się do mnie niebiesko włosa - Jestem Konan, a to Itachi i Pein.
-Sakura. - uśmiechnęłam się.
-W końcu jakaś dziewczyna! Hinata i ja już nie mogłyśmy z nimi wytrzymać. - pokazała palcem na wszystkich mężczyzn stojących obok nas.
-Najważniejsze, że przeżyłaś.
Dziewczyna roześmiała się i chwyciła mnie za rękę.
-Dobra, dobra... - spojrzała na moje ubranie - Idziemy do sklepu! Sukienki są tu na prawdę ładne!
-Ja nie... - nie zdążyłam dokończyć, gdyż Konan pociągnęła mnie w kierunku galerii.
Popatrzyłam błagalnym tonem na Naruto i Hinatę. Chłopak wzruszył ramionami, ale powiedział coś dziewczynie.
-Konan! - wrzasnęła tak donośnie, że aż stanęłam i popatrzyłam na nią nie dowierzając - Wydaję mi się, czy mieliśmy iść do kina?
Niebieko włosa wykrzywiła twarz w grymasie i wróciła do reszty ludzi. Odetchnęłam z ulgą i puściłam Hinacie oczko.
-Ayame? - podeszła do mnie zapłakana kobieta - Przepraszam... myślałam, że to moja córka.
-Coś się stało?
-Szukam jej już od 3 dni, myślałam, że to ona! Jesteś taka podobna... - zapewne nieświadomie przytuliła się do mojego ciała.
Poklepałam ją po plecach i uśmiechnęłam się. Kobieta spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
-Jak się Pani nazywa?
-Akana...
-Pani Akano... nie znam dobrze tego miasta, lecz postaram się znaleźć Pani córkę. Jak ona wyglądała?
Kobieta wyjęła kopertę z kieszeni i włożyła mi do ręki. Rozpakowałam ją i spojrzałam na skrawek papieru, który okazał się być zdjęciem. Widniała na nim różowo włosa dziewczyna o brązowych oczach i dużym uśmiechu - miała może z 15 lat. Rozejrzałam się dookoła; ze zdziwieniem popatrzyłam na znajomych, którzy stali nade mną zaciekawieni. Popatrzyłam jeszcze raz na zdjęcie, a potem na Akano.
-Ayame, hmm? - uśmiechnęłam się - To, gdzie zaczynamy?
Twarz kobiety rozjaśniła się. Spojrzała znacząco na moich znajomych.
-My też pomożemy. - oświadczył Sasori i spojrzał na mnie - W końcu mamy coś do roboty.
Kąciki moich ust podniosły się lekko. Spojrzałam na chodnik.
-Wypadałby się rozdzielić, prawda? - pozostali pokiwali głową.
-Ja idę z Peinem! - ogłosiła Konan.
-To może...Konan z Peinem, Sasori z Deidarą, Sasuke z Naruto, ja z Hinatą, Neji z Panią Akano, a... - spojrzałam na brata Sasuke.
-Mogę iść sam. - powiedział Itachi.
Wszyscy kiwnęli głowami i zaczęli się rozchodzić.
-Hinata...my też już zaczniemy.
~*~
Mam nadzieję, że mi jakoś wyszło :-). Wyjeżdżam na kilka dni, ale mam nadzieję, że ten rozdział ukazał się na blogu =)
sobota, 18 sierpnia 2012
001.
Rozejrzałam się po swoim nowym mieszkaniu; przestronne pokoje przepełnione
ciepłem i światłem. Sam dom usadowiony był w jednej z dalszych dzielnic Tokio.
Pasowało mi to, ceniłam spokój i ciszę. Spojrzałam na wyświetlacz
komórki: 7:00, czas ruszać do szkoły. Wrzuciłam na swoje plecy, torbę
przepełnioną wszelkimi przyborami i zbędnymi książkami.
- Czas zacząć nową erę... - mruknęłam do siebie z ironią.
Wyszłam przed budynek i zamknęłam drzwi znajdujące się na jego froncie. Spojrzałam na mapę, którą dzień wcześniej wręczył mi oficer policji; jeśli pójdę w prawo trafię prosto do Liceum. Ruszyłam więc w wyznaczoną sobie drogę. Nie wiele minęło czasu, gdy przed moimi oczami pojawił się spory gmach szkolny z wielką tablicą na przodzie: III Liceum Ogólnokształcące w Tokio. Westchnęłam cicho i lekko podenerwowana przekroczyłam próg budynku. Znalazłam się w korytarzu przepełnionym masą uczniów, którzy zwrócili na mnie swój wzrok. Lekko speszona cofnęłam się do tyłu, gdy nagle moje plecy napotkały na coś miękkiego. Odwróciłam się w jednej chwili i zobaczyłam za sobą dorosłą blondynkę o brąz oczach.
-Przepraszam, ja nie chciałam. - zaczęłam gestykulować rękoma na co kobieta wybuchnęła donośnym śmiechem.
-Ty musisz być tą nową. - stwierdziła na co ja skinęłam głową - Jestem Tsunade, dyrektor liceum.
Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na jej sylwetkę.
-No nieźle...
-Mówiłaś coś kochanie?
-Właśnie do Pani zmierzałam. - uśmiechnęłam się nerwowo.
Za sobą usłyszałam ciche chichoty, zapewne osób, które domyśliły się o co mi chodziło.
-Tak więc chodź za mną.
~*~
Świeżo poznana sekretarka, jak i pielęgniarka szkolna prowadziła mnie do mojej nowej klasy. Zapukała do drzwi, a gdy te otworzyły się z hukiem wparowała natychmiast do środka.
-Orochimaru ? - zapytała zdziwiona, gdy zobaczyła czarnowłosego nauczyciela - A, gdzie Kakashi - san?
-Powinien za chwilę wrócić. - wyjrzał z nad jej ramienia i skierował swój wzrok na mnie - A to jest...?
-Nowa uczennica 2 - giej A - Haruno Sakura.
Uśmiechnęłam się lekko, lecz uśmiech znikł mi z twarzy, gdy zobaczyłam jego srogie spojrzenie.
-Możesz usiąść. - wskazał mi miejsce obok granatowowłosej dziewczyny o białych oczach.
-Dziękuje. - skłoniłam się lekko i popędziłam na swoje miejsce - byle dalej od 'wężowatego' mężczyzny.
Popatrzyłam na swoją 'sąsiadkę' i uśmiechnęłam się lekko.
-Hej... - zaczęłam - jestem Sakura, a ty?
-Hinata, Hinata Hyuga. - również się uśmiechnęła.
-Mogę z tobą siedzieć?
-Oczywiście, ale mam jedną małą radę... - popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem - Nie rozm...
-Haruno! - usłyszałam srogi krzyk nauczyciela.
-...awiaj na jego lekcjach. - dokończyła zrezygnowana Hinata.
Spojrzałam na kipiącego ze złości nauczyciela.
-Czemu gadasz na mojej lekcji? - prychnęłam zdenerwowana pod nosem i wstałam.
-Ja...
-Orochimaru! - do sali wpadł zdyszany, szaro włosy mężczyzna wraz z grupką starszych uczniów - Dziękuje, że popilnowałeś mojej klasy.
Szaro włosy podążył za wzrokiem wężowatego, widząc iż nie zwraca na niego uwagi. Ujrzawszy mnie lekko się uśmiechnął.
-Ty jesteś pewnie Haruno Sakura, moja nowa wychowanka. - potaknęłam - Czyżbyś już podpadła mojemu koledze?
-Nie jestem twoim kolegą. - syknął.
-Oj daj spokój Oro! - roześmiał się szaro włosy.
Oro? No nieźle...
-Jestem Hatake Kakashi, usiądź. - zajęłam z ulgą swoje miejsce i spojrzałam na grupkę uczniów stojących za Hatake.
Przyglądali mi się z zaciekawieniem.
-Dobra, posłuchajcie mnie! - wrzasnął szaro włosy - 3b będzie oglądać z nami film więc zróbcie trochę miejsca!
W klasie dało się słychać pomruki zrezygnowanych uczniów. Poczułam z lewej strony ciepło innego człowieka.
-Co do... - nie zdążyłam się obrócić, gdy razem z Hinatą leżałyśmy już na podłodze.
-O sorki. - nade mną stał krótkowłosy blondyn o morskich tęczówkach - Hinata ja nie chciałem Was zepchnąć - oznajmił z przepraszającym wzrokiem.
-Ni-nic się nie s-stało Naruto - kun... - szepnęła zaczerwieniona.
No proszę, już wiem kogo luuubi Hinata!
-Naruto, młotku. - obok nas pojawił się czarnowłosy chłopak - Ty zawsze coś musisz odwalić...
Zerknął na mnie i uśmiechnął się.
-Jestem Sasuke Uchiha - pomógł mi wstać - Przepraszam za niego.
-Cóż... - popatrzyłam na podtrzymywaną przez blondyna Hinatę - Przynajmniej jej się to podoba.
Odwrócił głowę i zaśmiał się po cichu.
-No tak... - popatrzył z powrotem na mnie - Zjesz z nami lunch?
-Chętnie.
~*~
Na lunchu poznałam resztę moich rówieśników: Kibę, Ino oraz Karin. Z całego czasu spędzonego z tymi dwiema dziewczynami zrozumiałam, że będę miała ciężki żywot. Obydwie są na zabój zakochane w Sasuke lecz ten do niewielu dziewczyn odnosi się z dobrocią. Poczułam ulgę znajdując nowych przyjaciół, którzy są mili i nie wypytują mnie o wspomnienia, które mogłyby rozdrapać stare rany. Sama dla siebie trzymałam najgorsze szczegóły 'dawnego życia' z nadzieją, że nie będę ich już musiała widzieć...
<*.*>
1 rozdział krótki :-( Ale cóż starałam się utrzymać na 5 ortografię i mam nadzieję, że to chodź trochę wyszło. Przepraszam, że długo nie było1 rozdziału, ale w wakacje tak już jest, a rozdział jest najlepszy wtedy, kiedy był pisany z weną :)
- Czas zacząć nową erę... - mruknęłam do siebie z ironią.
Wyszłam przed budynek i zamknęłam drzwi znajdujące się na jego froncie. Spojrzałam na mapę, którą dzień wcześniej wręczył mi oficer policji; jeśli pójdę w prawo trafię prosto do Liceum. Ruszyłam więc w wyznaczoną sobie drogę. Nie wiele minęło czasu, gdy przed moimi oczami pojawił się spory gmach szkolny z wielką tablicą na przodzie: III Liceum Ogólnokształcące w Tokio. Westchnęłam cicho i lekko podenerwowana przekroczyłam próg budynku. Znalazłam się w korytarzu przepełnionym masą uczniów, którzy zwrócili na mnie swój wzrok. Lekko speszona cofnęłam się do tyłu, gdy nagle moje plecy napotkały na coś miękkiego. Odwróciłam się w jednej chwili i zobaczyłam za sobą dorosłą blondynkę o brąz oczach.
-Przepraszam, ja nie chciałam. - zaczęłam gestykulować rękoma na co kobieta wybuchnęła donośnym śmiechem.
-Ty musisz być tą nową. - stwierdziła na co ja skinęłam głową - Jestem Tsunade, dyrektor liceum.
Otworzyłam szeroko oczy i spojrzałam na jej sylwetkę.
-No nieźle...
-Mówiłaś coś kochanie?
-Właśnie do Pani zmierzałam. - uśmiechnęłam się nerwowo.
Za sobą usłyszałam ciche chichoty, zapewne osób, które domyśliły się o co mi chodziło.
-Tak więc chodź za mną.
~*~
Świeżo poznana sekretarka, jak i pielęgniarka szkolna prowadziła mnie do mojej nowej klasy. Zapukała do drzwi, a gdy te otworzyły się z hukiem wparowała natychmiast do środka.
-Orochimaru ? - zapytała zdziwiona, gdy zobaczyła czarnowłosego nauczyciela - A, gdzie Kakashi - san?
-Powinien za chwilę wrócić. - wyjrzał z nad jej ramienia i skierował swój wzrok na mnie - A to jest...?
-Nowa uczennica 2 - giej A - Haruno Sakura.
Uśmiechnęłam się lekko, lecz uśmiech znikł mi z twarzy, gdy zobaczyłam jego srogie spojrzenie.
-Możesz usiąść. - wskazał mi miejsce obok granatowowłosej dziewczyny o białych oczach.
-Dziękuje. - skłoniłam się lekko i popędziłam na swoje miejsce - byle dalej od 'wężowatego' mężczyzny.
Popatrzyłam na swoją 'sąsiadkę' i uśmiechnęłam się lekko.
-Hej... - zaczęłam - jestem Sakura, a ty?
-Hinata, Hinata Hyuga. - również się uśmiechnęła.
-Mogę z tobą siedzieć?
-Oczywiście, ale mam jedną małą radę... - popatrzyłam na nią pytającym wzrokiem - Nie rozm...
-Haruno! - usłyszałam srogi krzyk nauczyciela.
-...awiaj na jego lekcjach. - dokończyła zrezygnowana Hinata.
Spojrzałam na kipiącego ze złości nauczyciela.
-Czemu gadasz na mojej lekcji? - prychnęłam zdenerwowana pod nosem i wstałam.
-Ja...
-Orochimaru! - do sali wpadł zdyszany, szaro włosy mężczyzna wraz z grupką starszych uczniów - Dziękuje, że popilnowałeś mojej klasy.
Szaro włosy podążył za wzrokiem wężowatego, widząc iż nie zwraca na niego uwagi. Ujrzawszy mnie lekko się uśmiechnął.
-Ty jesteś pewnie Haruno Sakura, moja nowa wychowanka. - potaknęłam - Czyżbyś już podpadła mojemu koledze?
-Nie jestem twoim kolegą. - syknął.
-Oj daj spokój Oro! - roześmiał się szaro włosy.
Oro? No nieźle...
-Jestem Hatake Kakashi, usiądź. - zajęłam z ulgą swoje miejsce i spojrzałam na grupkę uczniów stojących za Hatake.
Przyglądali mi się z zaciekawieniem.
-Dobra, posłuchajcie mnie! - wrzasnął szaro włosy - 3b będzie oglądać z nami film więc zróbcie trochę miejsca!
W klasie dało się słychać pomruki zrezygnowanych uczniów. Poczułam z lewej strony ciepło innego człowieka.
-Co do... - nie zdążyłam się obrócić, gdy razem z Hinatą leżałyśmy już na podłodze.
-O sorki. - nade mną stał krótkowłosy blondyn o morskich tęczówkach - Hinata ja nie chciałem Was zepchnąć - oznajmił z przepraszającym wzrokiem.
-Ni-nic się nie s-stało Naruto - kun... - szepnęła zaczerwieniona.
No proszę, już wiem kogo luuubi Hinata!
-Naruto, młotku. - obok nas pojawił się czarnowłosy chłopak - Ty zawsze coś musisz odwalić...
Zerknął na mnie i uśmiechnął się.
-Jestem Sasuke Uchiha - pomógł mi wstać - Przepraszam za niego.
-Cóż... - popatrzyłam na podtrzymywaną przez blondyna Hinatę - Przynajmniej jej się to podoba.
Odwrócił głowę i zaśmiał się po cichu.
-No tak... - popatrzył z powrotem na mnie - Zjesz z nami lunch?
-Chętnie.
~*~
Na lunchu poznałam resztę moich rówieśników: Kibę, Ino oraz Karin. Z całego czasu spędzonego z tymi dwiema dziewczynami zrozumiałam, że będę miała ciężki żywot. Obydwie są na zabój zakochane w Sasuke lecz ten do niewielu dziewczyn odnosi się z dobrocią. Poczułam ulgę znajdując nowych przyjaciół, którzy są mili i nie wypytują mnie o wspomnienia, które mogłyby rozdrapać stare rany. Sama dla siebie trzymałam najgorsze szczegóły 'dawnego życia' z nadzieją, że nie będę ich już musiała widzieć...
<*.*>
1 rozdział krótki :-( Ale cóż starałam się utrzymać na 5 ortografię i mam nadzieję, że to chodź trochę wyszło. Przepraszam, że długo nie było1 rozdziału, ale w wakacje tak już jest, a rozdział jest najlepszy wtedy, kiedy był pisany z weną :)
czwartek, 2 sierpnia 2012
Prolog
-To niedorzeczne! - krzyknęłam - Jak możesz tak niszczyć ludzi?!
-To zwykłe pionki, Sakuro. - zaśmiał się - Nic nieznaczące pionki.
-Jak śmiesz! Ty jesteś człowiekiem, ja jestem człowiekiem, nasi bliscy są ludźmi! W ten sposób obrażasz nawet własną godność!
-Ja jestem człowiekiem doskonałym, bóstwem! - machnął niedbale ręką.
-Obudź się! Jest 21 wiek, żyj rzeczywistością, ojcze!
Jego brwi ściągnęły się na dół, a usta ułożyły w cienką linkę.
-Za bardzo dajesz ponieść się emocją! - krzyknął i wymierzył pięścią w moją twarz.
Było mi już wszystko jedno. On, mój własny ojciec, bez litości odebrał mi moją kochaną matkę, a teraz pragnie zrujnować moje życie. Dziewiętnaście wspaniałych lat. Cios za ciosem, nie przejmował się moimi uczuciami. Jaka ja byłam głupia. Dlaczego nie wezwałam policji? Jestem po prostu za słaba. Śmierć z ręki ojca uśmierzy mój ból - ból zadany i odebrany przez niego. Kolejny cios - upadłam, moje powieki zaczęły zasłaniać soczyście zielone tęczówki. Mimowolnie uśmiechnęłam się i poddałam własnemu losowi.
~*~
-Proszę Pani? - usłyszałam nad sobą głos mężczyzny - Słyszy mnie Pani?
Zamrugałam i ścisnęłam coś ciepłego, znajdującego się w mojej ręce.
-Proszę spróbować otworzyć oczy, tak aby Pani mnie widziała.
Posłuchałam nieznajomego głosu, podniosłam powieki z towarzyszącym mi bólem.
Nade mną stał wysoki blondyn o brązowych tęczówkach, w białym kitlu. Lekarz?
-Gd-gdzie ja jestem? - spytałam ochrypłym głosem.
-W szpitalu Tokio.
Tokio, co ja robię w Tokio?
-Ale ja mieszkam w Celesii... - wychrypiałam.
-Została, Pani przewieziona z powodu rozległych uszkodzeń ciała.
-Co z moim...
-Został zatrzymany przez policję. - odetchnęłam z ulgą.
To zapowiadało koniec mojej męki. Nie miałam czasu myśleć jakim cudem przeżyłam. Z jednej strony cieszyłam się, lecz z drugiej bałam otaczającego mnie nowego świata.
-Pani Haruno? - do pomieszczenia wszedł krępy mężczyzna.
Pokiwałam głową, co oznaczało ' Tak '.
-Pani ojciec został schwytany i umieszczony w Celesyjkim więzieniu. - popatrzył na mnie z troską - Przyszedłem Panią powiadomić, że wykupiliśmy już mieszkanie dla Pani.
Popatrzyłam na policjanta pytająco, mieszkanie?
-Z powodu miejsca pobytu Pani ojca, należało umieścić Panią w dalszym miejscu, czyli tu w Tokio.
Wzdrygnęłam się, ale zrozumiałam zaistniałą sytuację.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się i spróbowałam wstać - Czy szkoła...
-To też jest załatwione. - uprzedził mnie mężczyzna - III Liceum Ogólnokształcące Tsunade Godaime, to Pani nowa szkoła.
~*~
Prolog - dłuższy niż myślałam, ale jestem z niego zadowolona ;-) Mam nadzieję, że się podoba. Wszystkie podstawowe info. na temat bloga ukarzą się za niedługo.
-To zwykłe pionki, Sakuro. - zaśmiał się - Nic nieznaczące pionki.
-Jak śmiesz! Ty jesteś człowiekiem, ja jestem człowiekiem, nasi bliscy są ludźmi! W ten sposób obrażasz nawet własną godność!
-Ja jestem człowiekiem doskonałym, bóstwem! - machnął niedbale ręką.
-Obudź się! Jest 21 wiek, żyj rzeczywistością, ojcze!
Jego brwi ściągnęły się na dół, a usta ułożyły w cienką linkę.
-Za bardzo dajesz ponieść się emocją! - krzyknął i wymierzył pięścią w moją twarz.
Było mi już wszystko jedno. On, mój własny ojciec, bez litości odebrał mi moją kochaną matkę, a teraz pragnie zrujnować moje życie. Dziewiętnaście wspaniałych lat. Cios za ciosem, nie przejmował się moimi uczuciami. Jaka ja byłam głupia. Dlaczego nie wezwałam policji? Jestem po prostu za słaba. Śmierć z ręki ojca uśmierzy mój ból - ból zadany i odebrany przez niego. Kolejny cios - upadłam, moje powieki zaczęły zasłaniać soczyście zielone tęczówki. Mimowolnie uśmiechnęłam się i poddałam własnemu losowi.
~*~
-Proszę Pani? - usłyszałam nad sobą głos mężczyzny - Słyszy mnie Pani?
Zamrugałam i ścisnęłam coś ciepłego, znajdującego się w mojej ręce.
-Proszę spróbować otworzyć oczy, tak aby Pani mnie widziała.
Posłuchałam nieznajomego głosu, podniosłam powieki z towarzyszącym mi bólem.
Nade mną stał wysoki blondyn o brązowych tęczówkach, w białym kitlu. Lekarz?
-Gd-gdzie ja jestem? - spytałam ochrypłym głosem.
-W szpitalu Tokio.
Tokio, co ja robię w Tokio?
-Ale ja mieszkam w Celesii... - wychrypiałam.
-Została, Pani przewieziona z powodu rozległych uszkodzeń ciała.
-Co z moim...
-Został zatrzymany przez policję. - odetchnęłam z ulgą.
To zapowiadało koniec mojej męki. Nie miałam czasu myśleć jakim cudem przeżyłam. Z jednej strony cieszyłam się, lecz z drugiej bałam otaczającego mnie nowego świata.
-Pani Haruno? - do pomieszczenia wszedł krępy mężczyzna.
Pokiwałam głową, co oznaczało ' Tak '.
-Pani ojciec został schwytany i umieszczony w Celesyjkim więzieniu. - popatrzył na mnie z troską - Przyszedłem Panią powiadomić, że wykupiliśmy już mieszkanie dla Pani.
Popatrzyłam na policjanta pytająco, mieszkanie?
-Z powodu miejsca pobytu Pani ojca, należało umieścić Panią w dalszym miejscu, czyli tu w Tokio.
Wzdrygnęłam się, ale zrozumiałam zaistniałą sytuację.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się i spróbowałam wstać - Czy szkoła...
-To też jest załatwione. - uprzedził mnie mężczyzna - III Liceum Ogólnokształcące Tsunade Godaime, to Pani nowa szkoła.
~*~
Prolog - dłuższy niż myślałam, ale jestem z niego zadowolona ;-) Mam nadzieję, że się podoba. Wszystkie podstawowe info. na temat bloga ukarzą się za niedługo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)