czwartek, 13 września 2012

005.

Pokiwałam głową i szybko wyjęłam z lodówki sok pomarańczowy. Postawiłam przed nim szklankę i usiadłam na przeciwko.
-A więc... dlaczego tam stałeś?

Itachi automatycznie odłożył szklankę i odwrócił wzrok. Spojrzałam na niego pytająco.
-Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że zabrakło ci paliwa?
Uśmiechnął się.
-Nie, ja...
-Itachi! - do mieszkania wparował zataczający się Deidara - Matko Boska! Myślałem, że te złe króliczki cię zjadły!
-Króliczki? - spytałam.
-Krwiożercze bestie, które chcą cię tylko zjeść albo przerobić na cukierki Tesco.
Otworzyłam szeroko buzię, a Itachi z zażenowania spuścił głowę.
-Mam rozumieć, że...
-Napadły mnie! - wrzasnął i podbiegł do mnie szarpiąc za ramiona - One były straszne! I te czerwone ślepia, RÓŻOWE SUKIENECZKI!
-Deidara... chuchaj.
-Co?
-Chuchaj - powtórzyłam.
-Po co?
-Po prostu chuchnij mi w twarz. - chłopak przekrzywił głowę, ale z pokorą wykonał moje polecenie.
Pod wpływem odoru alkoholu zatoczyłam się do tyłu obijając o krawędź stołu. Itachi spojrzała na mnie domyślając się o co chodzi. Wstał i wziął przyjaciela pod ramię. Kiwając głową na znak pożegnania, zaczął ciągnąć blondyna w stronę wyjścia.
-Nie, czekaj! Itachi! One zjedzą Sakurkę! One są... - reszty nie usłyszałam dzięki moim jakże wspaniałym ścianą.
Ciekawe jakim cudem Deidara zdążył się tak szybko upić, a co najważniejsze tak wiele żeby mówić o Królisiach Mordercach. Uśmiechnęłam się lekko i zmęczona wślizgnęłam się do swojego pokoju.

Obudziłam się w środku nocy myśląc o Itachim. Kruczowłosy chłopak nie odpowiedział na moje pytanie: Dlaczego stał pod domem? Wiele wyjaśnień plątało mi się po głowie. Rozbawiało mnie to iż martwiłam się tak błahą i głupią sprawą! Ja już naprawdę wariuję!
Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 1.30.
-No ładnie... - mruknęłam - Jutro mam na siódmą do szkoły, a zamiast spać użalam się na własnym nieszczęściem!

~*~

Ubrane w krótkie, granatowe spodenki oraz białe koszulki zmierzałyśmy w stronę boiska szkolnego. Z tego co się dowiedziałam miałyśmy być same poza nielicznymi grupkami gapiów z ulicy.
-Sakura, Anko mówiła ci co zaplanowała na dzisiejsze lekcje? - spytała Ten - Ten.
-Nie. Nie rozmawiałam z nią. Dwie lekcje WF' u to dla niej odpoczynek więc pewnie...
-Będziemy grać w zbijaka?! - z boiska dało się słyszeć krzyki Karin - To zabawa dla pierwszej klasy podstawówki!
-Nie dyskutuj!
No pięknie. Nie ma to jak zbijak w liceum.
-O! Dziewczyny już są więc można zaczynać! - krzyknęła Anko - Tutaj macie rozpisane drużyny.
Nawet się wysiliła. Podała nam mały notesik, w którym zapisane były drużyny.

1.

  • Sakura
  • Karin
  • Ino
  • Marraka
  • Ayame
2.

  • Hinata
  • Ten - Ten
  • Tayuya
  • Matsuri
  • Haki
Fantastycznie! Z skwaszoną miną przeniosłam się na odpowiednią stronę boiska zerkając w kierunku Ino oraz Karin.
Po pierwszych 5 minutach gry Marraka wraz z Ayame - z mojego zespołu oraz Haki z drugiego zostały zbite i 'zniesione' z boiska. Ja stałam się nagłym celem Tayuy'i, która raz po raz ciskała we mnie 'pociskami'. W pewnym momencie Anko wręczyła nam drugą piłkę dla utrudnienia gry - rzuciła ją Karin. Dziewczyna desperacko próbowała złapać piłkę w dłonie, lecz ta wyślizgnęła się znich powodując tragiczny wypadek - biedny paznokieć.
-No nie! - wrzasnęła - To już przesada! Wie pani ile je hodowałam?
Niedobrze mi...
-Nie ubolewaj, to tylko paznokieć. Grajcie dalej.
-Nie ma mowy! - zaprotestowała - Dopóki nie zmienimy taktyki albo samej gry to będę tu sterczeć! - z dumną miną usiadła na zimnym betonie.
W oddali usłyszałam ciche śmiechy pochodzące zza okien szkolnych klas. Odwróciłam się i ujrzałam twarze mojej męskiej połowy klasy w sali chemicznej oraz całą 3 b w fizycznej.
Pewnie mają niezły ubaw.
-Zgadzam się z Karin! - Ino ruszyła w kierunku przyjaciółki - Protest ogłaszam!
-A ty co? W Yodę się bawisz? - spytałam.
 Znów śmiechy, a najgłośniejsze z nich należały do Naruto i Kiby.
-Shut up!
To ona umie angielski? Zaskoczyła mnie tak, że azmuszona byłam usiąść przy bramce.
Do akcji wkroczyła nasza jakże kochana trenerka, która bezskutecznie próbowała wybić im pomysł z głowy.
-SAKURA! - Hinata stojąca na drugiej połowie boiska pokazała mi swój nadgarstek - 15 minut i wrócimy do życia!
Uśmiechnęłam się i spojrzałam na widok za płotem. Widząc to, a raczej tego kogo nie chiałam już nigdy więcej zobaczyć, poderwałam się szybko z miejsca.
Po drugiej stronie ulicy stał ON - mężczyzna, który gonił mnie po bocznych ulicach Tokio. Spoglądał na mnie z bezczelnym uśmiechem.
 Nie zwracając uwagi na drogę, upadłam z towarzyszącym mi spazmatycznym oddechem.
-Sakura -chan! - ze szkoły dało się słyszeć nawoływanie Naruto - Co ci jest?!
Nie słuchałam go, nie potrafiłam się skupić. Resztkami sił wstałam z ziemi i sprintem pobiegłam w kierunku szatni.

~* ~

Ta dam! Mła... nie jestem zadowolona z tego rozdziału. Nie wyszedł tak jak chciałam i jak go czytam to wręcz czuje znudzenie. Mam nadzieję, że następny będzie o wiele lepszy. Miałabym wielką prośbę. Nie mam bladego pojęcia ile osób czyta tego bloga... 3, 4? Nie nie chodzi mi o reklamę - ale możecie mnie zareklamować jak chcecie, nie pogardzę :P - chodzi mi raczej o jakiś znak życia w stylu komentarz, czy dołączenie do obserwujących. Chciałabym wiedzieć na czym stoję. Dziękuję i życzę miłego dnia :-)

2 komentarze:

  1. noo boskie.. Szybko się uwinęłaś. ciekawe co ten typek od niej chce? W dodopatku deidara wskoczyl do jej mieszkania gadajac o jakis króliczkach heh no czekam na nowy rozdział ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyszedł całkiem, całkiem.
    Jeśli tylko mogę coś wtrącić... Postaraj się układać zdania złożone, ogarnij istnienie przecinków w dobrych miejscach oraz błędy ortograficzne. Tak to wszystko ok ;)

    CZCIONKA!

    OdpowiedzUsuń