Szłam razem z Hinatą przez boczne uliczki miasta, które nie dawały
żadnego znaku życia. Rzadko odzywałyśmy się do siebie, chcąc jak najlepiej
skoncentrować się na poszukiwaniach.
Zastanawiało mnie jedno; jak taka duża
dziewczyna mogła się zgubić? W wieku 15 lat sama błądziłam po nieznanych mi
uliczkach Cellesi, nie przejmując się tym, że zgubię drogę powrotną.
Nagle
przed nami pojawiło się rozwidlenie drug. Spojrzałam znacząco na Hinatę.
-Nie jestem pewna, ale obydwie łączą się ze sobą na końcu...chyba.
-Więc rozdzielmy się. - stwierdziłam.
-Sakura... boczne uliczki miasta mogą być czasami niebezpieczne...
-Nic nam się nie stanie, Hinata. Uwierz mi. - poklepałam ją po ramieniu i
ruszyłam w swoją uliczkę.
Idąc tamtędy miałam wrażanie jakbym znajdowała się w jakimś mrocznym lesie.
Stąpałam powoli po bruku, dokładnie patrolując teren. Nagle usłyszałam
przerażony krzyk.
-Hinata? Hinata! - wrzasnęłam.
Co się stało? Zaczęłam biec przed siebie, szukając łączenia drug.
-Hinata, gdzie jesteś?!
Stanęłam nagle słysząc powolne kroki z naprzeciwka. Z ciemności wyłonił się
mężczyzna odziany w czarny płaszcz. Cholera, mogłam posłuchać Hinaty. Zaczęłam
cofać się do tyłu. Postać stanęła na chwilę wpatrując się w moje oczy.
-Szef się ucieszy. - mruknął zadowolony.
Ucieszy? O co mu... nie. Nie! Odejdź! - krzyczałam w myślach.
Zaczęłam biec
drogą powrotną jak najszybciej mogłam. Nagle zza rogu wyłoniły się czyjeś
dłonie, które zręcznie wciągnęły mnie w ciemny zaułek. Wylądowałam na
czyimś torsie. Mężczyzna pobiegł dalej - nie zauważył mnie, a raczej nas.
Oddychałam ciężko, lecz nic nie powiedziałam, gdyż nieznajomy trzymał swoją
dłoń na moich ustach.
-Sakura, uspokój się... - usłyszałam cichy głos.
Deidara? Puścił mnie abym mogła się obrócić. Przede mną stało trzech
mężczyzn: Deidara, Sasori oraz Itachi - zaraz, on miał być sam.
-C-o wy tu robicie? - zapytałam drżącym jeszcze głosem.
-Usłyszeliśmy krzyk Hinaty, a byliśmy dość blisko żeby sprawdzić co się dzieje
więc...
-Tutaj jesteś! - kpiący głos mężczyzny dochodził zza moich pleców.
Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam przestraszona na chłopaków.
-Myślałem już, że jesteś za szybka! A tu taka niespodzianka... kumple co? -
poczułam na szyi jego oddech.
Sasori pociągnął mnie za rękę i ustawił za sobą. Wszyscy trzej nachylili się
lekko, gotowi do starcia.
-Bez nerw! - mężczyzna roześmiał się i spojrzał na mnie - Masz szczęście,
dzisiaj masz szczęście. - poprawił się i zaczął odchodzić.
-Cz-czekaj! Gdzie jest Hinata, dziewczyna z granatowymi włosami? - spytałam.
-Hinata? Nie znam... - odwrócił się do chłopaków - Tak jak mówiłem;
dzisiaj masz szczęście.
Spojrzałam na niego nadal przestraszona. Odwrócił się do nas plecami i
odszedł. Z nieobecnym wzrokiem zaczęłam kroczyć do przodu. Ręka Itachiego
wylądowała na moim ramieniu.
-Gdzie idziesz?
-Hinata... muszę znaleźć Hinatę.
-Sakura... na pewno nic jej nie jest. - uspokoił mnie Sasori.
-A co jeśli ją dopadli?! - wybuchłam gniewem.
Chcieli ją tak po prostu zostawić? Strzepnęłam rękę Itachiego i spojrzałam przed
siebie.
-Dziękuję za pomoc... - mruknęłam i zaczęłam biec w kierunku rozwidlenia drug.
-Cholera! - usłyszałam za sobą Deidarę - Idziemy za nią.
Dotarłam do ścieżki, którą poruszała się moja przyjaciółka.
Rozglądnęłam się nerwowo, aby sprawdzić, czy nie ma nikogo w okolicy. Pobiegłam
dalej sunąc wzrokiem po okolicy. Za sobą słyszałam przyśpieszone oddechy
chłopaków. Po 10 minutach dotarłam do kolejnego rozwidlenia, gdzie
ujrzałam powoli kroczącą fioletowo-włosom.
-Hinata!
-Sakura? - spojrzała na chłopaków - Co wy tu robicie?
-Krzyczałaś... ja...
-Ach... - spuściła wzrok - Boję się kruków...
Spojrzałyśmy w bok, gdzie po chodniku kroczyło pięć ptaków.
-Jak szłam nagle się poderwały i....
Zrezygnowana zsunęłam się po pobliskiej ścianie budynku.
-Nawet nie wiesz jak mnie przestraszyłaś... - wybełkotałam.
-Przepraszam, Itachi - san, Sasori, Deidara. Przerwałam wam poszukiwania.
-Wiesz... - Deidara spojrzał na mnie - Nawet dobrze, że wrzasnęłaś.
-Coś się stało? - odwróciła głowę w moją stronę.
-Opowiemy wszystkim jak usiądziemy w jakiejś kawiarni. - odezwał się czerwono
włosy spoglądając na ekran komórki - Naruto i Sasuke znaleźli tą
dziewczynę.
~*~
Wiem, wiem... mam tendencje do krótkich rozdziałów, ale nie zabijajcie
mnie :P A przynajmniej nie zabijaj Kimi bo chyba jako jedyna tutaj
wchodzisz :P Przynajmniej są co tydzień ;3
Mam CIę nie zbaić? jak to nie! Zabije, zabiej i jeszcze raz zabije. Ciekawe czy ten facet będzie jeszcze ja terroryzował! jestem ciekawa daleszego poczynania bloga. Czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńNo jest krótko, ale mówi się trudno xd
OdpowiedzUsuńTen gościu znów ją dopadnie, hę? Ciekawe kiedy...